Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 10 lutego 2011

Życie jak z filmu akcji

Florianopolis, 27.01.2011

Julie miała problemy z kartą kredytową. Wyjechała z domu w listopadzie i praktycznie od tego momentu jej karta nie wypłaca gotówki z bankomatu. Julie i Rachel, które są z coachsurfingu, przyjechały na kilka dni do Florianopolis, aby potem udać się na południe, czyli do Urugwaju, gdzie będą pracować na farmie!!! Tak właśnie, będą uprawiać rośliny, uczyć się zajmować ogródkiem, poznawać sposoby wyrobu sera, jeść zdrową żywność itd. Podobno takie farmy przyciągają wiele zagranicznych osób, które chcą nauczyć się czegoś a z drugiej strony chcą pożyć trochę bliżej natury. To będzie ich 3 farma, wcześniej były na 2 innych w Brazylii, w każdej spędziły po kilka tygodni. Poszłam z Julie kupić kartę do budki telefonicznej, żeby mogła zadzwonić do banku i sprawę wyjaśnić. Niby prosta rzecz, ale zajęła nam około 3 godzin… Kupienie karty na zagraniczne polaczenia było pierwszym wyczynem, a kiedy w końcu udało się chodząc od jednego sklepu do drugiego, problemem stało się jej użycie. Mimo, że instrukcja była po angielsku, nie udawało się połączyć. Popytałyśmy znów kilka osób i pewien pan ochroniarz powiedział, że w tym rejonie, wszystkie telefony nie działają, bo jest jakiś problem z firmą telekomunikacyjną… Udałyśmy się więc do innego rejonu miasta, gdzie miało działać… historia dalej się ciągnie… koniec końców udało się w końcu dodzwonić do banku… ale jak to bywa połączenie z konsultantem cały czas było zajęte… na pocieszenie kupiłyśmy sobie lody, które tutaj nazywają się sorvete, a w Portugalii gelado… 

Myślałam, że to koniec przygód na dziś, ale bardzo się myliłam. Po nas do domu wrócił zasapany Alex, opowiadając jakąś niesamowicie abstrakcyjną przygodę. Mianowicie on, Rachel i Regime udali się na wycieczkę do wodospadu. Postanowili wspiąć się jednak trochę wyżej niż zwykle, wzdłuż strumienia wodospadu. Alex był trochę bardziej z przodu, szedł z opuszczoną głową i nagle gdy ją podniósł zobaczył kolesia celującego do niego z broni!!! Alex szybko się odwrócił i poszedł do reszty, żeby ich ostrzec, co go spotkało! Wszyscy trochę spanikowali i zaczęli uciekać, jednak Reachel pobiegła najdalej w głąb buszu. Tak daleko, że oddaliła się od reszty. Okazało się, że zagrożenia nie ma. Koleś z bronią, miał falsyfikat, a wycelował do Alexa, bo sam spanikował, gdyż myślał, że jest to gliniarz..(co jest zresztą bardzo dziwne , gdyż Alex ma blond długie dredy, jest wysoki i z bardzo jasną karnacją, nie przypomina więc raczej tutejszych policjantów…) „Przestępca” zaczął przepraszać za swoje zachowanie, mówił, że nie chciał nikogo skrzywdzić, tylko myślał, że Alex jest policjantem… Widocznie miał coś na sumieniu i tak się zestresował, że coś sobie uroił. Niestety Rachel zgubiła się. Alex, Regime i inni ludzie, którzy przyszli nad wodospad szukali jej i wołali ale nie mogli znaleźć. Alex przybiegł do domu, żeby pojechać na miejsce zdarzenia samochodem, w razie gdyby Rachel była ranna, jednak Max, jedyny właściciel samochodu, był w pracy… szukaliśmy więc razem sposobu, by skontaktować się albo z Maxem albo z Rafaelem. W końcu ten drugi wrócił z lunchu i zadzwonił do Regime, która wezwała już straż pożarną, sam zadwonił na policję. Udali się z Alexem i policją na miejsce wypadku. Alex miał wskazać w którym kierunku Reachel pobiegła. W końcu po jakiś 2 godzinach udało się ją odnaleźć!!! Reachel spędziła ok. 4 godzin w lesie, ma zadrapania na całym ciele, bo las jest naprawdę gęsty. Zadrapania są raczej niepoważne, ale jednak wygląda to dość nieciekawie… Mówiła, że bardzo bała się o resztę ludzi i bała się, że może spotkać tego faceta z bronią… siedziała spanikowana przez 2 godziny w jednym miejscu, a gdy się ruszyła, napotkawszy ślady ludzi oddalała się od nich, bojąc się, że może to być niebezpieczna osoba… W akcję zaangażowany był helikopter!!! To znaczy, że policja potraktowała sprawę poważnie… Nikomu na szczęście nic się nie stało, ale wszyscy bardzo to przeżyliśmy. Potem rozmawialiśmy na temat przestępczości, nikt się nie spodziewał, że coś takiego może mieć miejsce, ale Brazylijczycy, twierdzą, że to jest po prostu część rzeczywistości ich kraju, trzeba być tego świadomym… Florianopolis wygląda na raczej spokojne miasto, turystyczne i jakoś takie akcje mi nie pasują do jego wizerunku. Nie mogę powiedzieć, żebym się jakoś bardziej bała, ale na pewno dało mi to do myślenia. Historia pouczająca i odsłaniająca drugą, mroczną stronę tego rajskiego kraju...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz