Florianopolis, 23.01.2011
Chciałam odłożyć to w czasie, ale ponieważ nie wiadomo, czy ta ekipa ludzi, z którymi się obecnie trzymam długo jeszcze pozostanie w tym samym składzie, więc postanowiłam ugotować coś polskiego. Cały ranek szukałam przepisu i w końcu postanowiłam, że zrobię barszcz, gdyż w Brazylii można kupić całkiem tanio buraki., a żeby tradycji stało się za dość na drugie danie podałam pierogiJ Wybrałam pierogi ruskie, gdyż w gronie obecni są wegetarianie. Gdzieś po około 2 godzinach wychodzenia… w końcu udało się wyruszyć na zakupy. Niestety w sobotę dużo sklepów jest zamkniętych, koleżanka Brazylijka twierdzi, że po prostu ludzie są tu leniwi i że nie chce im się po prostu pracować, że myślą tylko o plaży… nie wiem jak interpretować tą wypowiedź. Ona pochodzi z Rio de Janeiro, więc może jako osoba pochodząca z dużej metropolii nie jest przyzwyczajona do takiej sytuacji. W każdym razie w dużym supermarkecie COMPRE udało mi się kupić prawie wszystkie potrzebne składniki oprócz ostrej papryki (o dziwo nie ma tutaj takiej przyprawy, albo źle szukałam, ale ta sama brazylijska koleżanka też nie zna tej przyprawy!!!). Aby było bardzo polsko kupiłam też ogórki (co prawda kiszone, bo korniszonach raczej nigdzie indziej niż wschód Europy nie zna…). Niestety wódka, która przywiozłam z sobą do Polski, aby poczęstować nowych znajomych w Brazylii, została w zamrażarce, w innym mieszkaniu, w którym wcześniej mieszkałam. Postanowiłam odnaleźć tamto mieszkanie, gdyż pamiętałam, że jest całkiem blisko mojej Republiki. Po około godzinie chodzenia, które było zarazem spacerem rozpoznawczym okolicę, znalazłam blok Karmen. Niestety w domofonie nikt się nie odzywał… Na szczęście okienko otworzył strażnik, tego szczerzonego osiedla, w którym mieści się blok Karmen. Zostawiłam mu mój numer telefonu i poprosiłam, żeby przekazał go Karmen gdy ją zobaczy. Strażnik był bardzo sympatyczny i zapytał się mnie skąd jestem. Niestety nie wiedział gdzie jest Polska… Wytłumaczyłam, że w Europie i na wschód od Niemiec…L

Gotowanie było dość stresujące, po prostu nie bardzo mogłam uwierzyć, że uda mi się smacznie to wszystko ugotować. Jest nas teraz 10 osób w domu, więc nie było to mała kolacyjka! Na szczęście inni przyszli mi z pomocą. Najpierw pomagała mi dziewczyna z USA, która twierdzi, że uczy się dopiero gotować gdzieś od około września. Potem dołączyły się inne osoby. Oczywiście największą zabawą było lepienie pierogów-każdy chciał spróbować. Niestety nie obyło się bez wpadek. Pierogi się skleiły…2 razy w życiu robiłam pierogi i z a każdym razem mi się to przytrafia… Nie wiem jak tego uniknąć. Straciły więc trochę swojej urody ale w smaku wyszły bardzo dobre. Najważniejsze, że udało się mi tutaj kupić coś na kształt naszego twarogu, bo o ten składnik najbardziej się bałam. W każdym razie najdumniejsza jestem z barszczu, który smakował jak u mamy:P

Kolega z Finlandii Alex, twierdził, że barszcz też smakował jak u niego w domu i że to niesamowite, że w Brazylii je domowe danie! Wszystkim bardzo smakowało polskie jedzenie, nie znali tego rodzaju potraw, ale stwierdzili, że to bardzo czasochłonne. Zasmakowały im też pierogi ruskie z jakąś przyprawą japońską, która jest bardzo popularna.
Pomocna dłoń ze stanu Main, Portland z USA
Efekt końcowy!
Każą mi ją przywieść do Polski i rozpowszechnić. Popijaliśmy tą obiado-kolację winem brazylijskim, które mi bardzo smakowało, ale inni twierdzili, że nie jest zbyt dobre. Rzeczywiście miało mało winnego smaku, bardziej był to napój o bardzo winogronowym smaku. Na koniec nauczyłam wszystkich jak powiedzieć: to jest bardzo dobre J
Konsumpcja
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz