Łączna liczba wyświetleń

środa, 26 stycznia 2011

Wodospad i plaża

Czwartek to był naprawdę niesamowity dzień, w którym zobaczyłam wiele pięknych zjawisk natury. Udaliśmy się nad wodospad. Miejsce podobno niedawno odkryte przez Maxa. Pojechaliśmy autem w 7 osób, 4 na tylnim siedzeniu, jedna w bagażniku i 2 grzecznie z przodu.. Mam już doświadczenie w takich podróżach, ale zawsze mam wrażenie,  że przechodnie dziwnie przyglądają się takiemu załadowanemu pojazdowi. Samochód dowiózł nas tylko do pewnego momentu. Potem szliśmy piechotą przez naprawdę dziką dżunglę! Ziemia jest tutaj taka czerwona, ogromne liście…


Wodospad okazał się jednak nie taki dziki. Na miejscu była spora grupa, prawie samych chłopaków, którzy urządzali sobie skoki do basenu wodospadu z otaczających go skałek – niebezpieczne, ale patrząc ile to radości przynosi, aż samemu się chce spróbować. Popływaliśmy trochę, niektórzy z naszej grupy też się odważyli…ja wciąż się bałam, ale w końcu skoczyłam z nie za wysokiej skałki i byłam bardzo z siebie dumna!


Skoczowie przygotwywujący się mentalnie do skoku!

Drugim punktem programu była plaża! Kilka osób się wykruszło i musieliśmy jechać autobusem, który jechał strasznie szybko! Brazylijczycy sami mówili, że kierowcy autobusów są tutaj czasami szeleni, bo rzeczywiście szarpał strasznie…Musieliśmy jechać 2ma autobusami, ale na szczęscie nie musieliśmy 2 razy kupować biletów, bo zmienialiśmy autobusy na stacji przesidkowej. Około 1 km musieliśmy jeszcze maszerować i nagle ukazały się…wielkie, niesamowite – WYDMY!!!


Za nimi rozciągały się pola na których stały jakby małe wyderki, porośnięte trochę trwą. Pochmurne niebo nadwało, naprawdę klimatyczną atmosferę. Uprawia się tutaj zjazdy na desce po wydmach – sanddesk, wiele osób zjeżdżało – wyglądało jak dobra rozrywka. Z braku odpowiedniego zaopatrzenia postanowiłam się poturlać z wydmy…warto było, nawet jeśli potem byłam cała w piachu:P Zresztą blisko już było do oceanu. Kąpiel w nim była cudowna. Na początku strasznie bałam się fal, bo w Portugalii byłam na jednej plaży gdzie fale potrakowały mnie jak mała rybkę, podtopiły, uderzyłam też głową o piach i  fale wyrzuciły na brzeg - były okropieni silne. Tutejsze fale wyglądały równie niebezpieczne, ale jednak nie miały tyle mocy. Z łatwością można było obrzeć się im. Woda cieplutka. Zabawa z falami wspaniała! Na brzegu pograliśmy trochę w capoeirę, bo okazło się, że większość ma coś z nią do czynienia.

Capoeiristas

W drodze powrotnej spotkała nas ulewa, ale zaczynam się już do tego przyzwyczajać, że może tu człowieka mocno zmoczyć, gorzej, że rzeczy nie bardzo schną z powodu wilgoci i braku słońca od kilku dni... I gdzie te upały!!! 

2 komentarze:

  1. o raju, po takim skakaniu do wody z wodospadu na pewno nie narzekałabym na brak upałów. z resztą upały na pewno jeszcze dadzą Ci się we znaki ;)

    OdpowiedzUsuń