 |
| Wszystkie zdjecia zostaly zrobione przez okno autokaru. |
 |
| Zdjecia pokazuja zmieniajacy sie krajobraz Brazylii. |

W koncu poczylam cieplo. Jest przerwa w podrozy autokarem. Zatrzymalismy sie na parkingu. Juz od jakiegos czasu slonce sie pojawilo, ale dopiero gdy wyszlam na zewnatrz poczulam jego sile grzewcza!! Kilka minut na sloncu i musialam sie schowac, bo moj stroj nie byl dobry na 30 stopni (nawet w cieniu). W Sao Paulo pogoda wcale nie przypominala letniej (jak na brazylijska), byla raczej doszczowa aura, szaro i chlodnawo,moze ok. 20 stopni, ale ciesze sie, bo zmagania z moim bagazem i tak wymagaly ode mnie kilka kropelek potu. Musze przyznac, ze cala podroz przebiegla wyjatkowo zwinnie i niepotrzebnie sie stresowalam...Lot z Wroclawia do Monachium byl w dosc malym samolocie Lufthansy, w porownaniu do samlotow Ryanaira, byl tez prawie pusty i odnioslam wrazenie, ze wspolpasazerowie to glownie biznesmeni, panowie w garniturach, czytajacy Managera. Mimo, ze lot trawal tylko ok 1,5 dostalismy przekaske w formie 2 plauszkow-cisteczek + 2 kawalki miesa + salatka. Po przylocie do Monachium wlasciwie od razu rozpoczal sie boarding na moj nastepny lot, wiec popedzilam i gdy dotarlam to musialam stanac w chyba kilometrowej kolejce! Liczba ludzi w niej stojacych moga dac mi do myslenia odnoscie wielkosci samolotu, ale jakos nie pomyslalam o tym, dlatego tak duze wrazenie wywarla na mnie wielkosc samolotu do ktorego sie dostalam. Mial on podzial na klase biznesowa i ekonomiczna. W rzedzie bylo 8 siedzen, 2 przy oknie, przejscie,4 siedzenia, przejscie i 2 siedzenia przy oknie. Mialam bardzo fajne miejsce bo wlasnie przy oknie. Mialo to te zalete, ze kiedy zblizalismy sie do ladowania ujrzalam miasto,ktorego zabudowa ciagnela sie po horyzont! 20 milonow miewszkancow Sao Paulo musi, przeciez gdzies mieszkac. Wsrod niskiej zabudowy, rosna tam rozrzucone jak grzyby gigantyczne wierzowce. Tworzy to ciekawy kontrast. Kto nie podrozowal miedzykontynentalnym samolotem, pewnie nie wie, ze sa w nim male telefizorki na tynej stronie dziedzen. Maja ok.20 kanalow, ktore caly czas nadaja te same filmy albo wiadomosci. Kazdy dostal zapakowane w woreczki sluchawki z gabkowymi nakryciami do samodzielnego zalozenia. Niestety nawet po zalozeniu sluchawek wciaz slyszy sie glosny warkot silnika i nawet podglasnianie niewiele daje. Moim ulubionym programem stal sie wiec ten, ktory pokazywal polozenie geograficzne samoltu i dzwiek nie byl potrzebny:) Dostalismy 2 posilki i na bierzaco byly napoje, jakie tylko sie chcialo. Po przylocie pokirowaano nas do kolejki dla osob obywatelstwa niebrazylijskiego. Musze powiedziec, ze bardzo sie stresowalam, bo kazdy musi wypelnic dekaracje, w ktorej trzeba zazanczyc, czy wwozi sie produkty niepozadane w Brazylii i okazalo sie, ze jak to robie. Mianowicie posiadalam jedzenie, dodatkowo pordkuty pochodzenia zwierzecego!! Zaznaczylam wszystko zogodnie z prawda. Pan, ktory sprawdzal moj pszport byl zdziwiony, ze nie ma tam innych pieczatek z Brazylii i zyczl mi udanego pobytu we Florianopolis, usmiechajac sie szeroko, nie wiedzac, ze w moim zoladku wszystko sie przekreca ze stresu. Nastepnie poszlam odszukac moje bagaze, ktorych nigdzie nie bylo, wiec zagadnelam jakiegos pracownika lotniska. On sie zaaferowal, spytal sie jak mam na imie i gdzie szybko poszedl wiec ja za nim, przeszlismy do jakiego pomieszczenia i tam byla moja wieka czerwona waliza. Spytalam co ona tutaj robi, a pan powiedzial, ze tutaj sa torby ktore maja leciec do Rio de Janeiro...zrozumialam, ze gdybym przysza chwile pozniej walizka mogalby odleciec. Druga torba nie byla w takim zagrozeniu i lezala spkojenie w innej kupce. Pan znazl mi jeszcze wozek na torby, polozyl je na wozek i dopchnal do jakiegos przejscie, gdzie kazal mi isc dalej. Patrze a tam stoi pan, ktory zbiera te deklaracje, co sie wwozi wiec sie przerazilam, dodatkowo na kartce byl napis, ze jesli cos zaznaczylo sie YES(jak ja) to trzeba isc do miejsca Goods do declare a ja bylam w miesjcu gdzie widnal napis Nothing to declare. Podeszlam do Pana i wreczylam mu kartke, myslac, ze on karze mi sie zawrocic, a on sie usmiechnal i nawet nie popatrzyl na kartke! Ale to jeszcze nie koniec, nastpnie musialam polozyc wszystkie moje rzeczy na tasme i zostaly przeskanowane. Nikt mi jednak nic nie powiedzial, wiec czym predzej sie zwinelam i poszlam sobie. Uff... Wychodzac naptkalam mnostwo osob czekajacych na tych, ktorzy przylatuja, trzymajacych kartki z imionami. Udalam sie predko na lawke gdzie sie przpakowalam i zaczelam sie rozgladac za kantorem. Jednak zamiast niego spotkalam usmiechnietego pana, ktory mial na kolczulce w 3 jezykach: W czym moge pomoc? Powidzialam mu, ze musze wymienic dolary na reale i ze chce sie dostac do dworca autobusowego. On powiedzial: No problem i kazal isc za nim. Rozmawial lamana angielszczyzna co chwile dorzucajac kilka zdan po portugalsku. Najdziwiejsze bylo, ze doszlismy do kasy biletowej, a na moje spostrzerzenie, ze nie mam realow, powiedzial No problem i wymienil mi dolary na reale z pieniedzy ktore mial w portfelu...Nie wiem,czy zamienil mi je po najlepszym kursie, ale szybko poszlo. Niestety okazalo, ze Pan w kasie sprzedal mi bilet na autobus, ktory juz odjechal, wiec Pan Pomocnik musial wymianiac mi bilet. Na dowidzenia powiedzal: tip, tip... co znaczy napiwek...:) Autobusem dojechalam na dworzec autobusowy. Musialam troche popytac, potem jakas pani, brazylijka sama mnie zagadnela, bo przylecala z Zurychu a ja tez wygladalam na podrozujaca z jakiego zimniejszego kraju, a ona podobno lubi takie kraje. Pomogla mi znalesc kase, w ktorej kupilam bilet do Florianopolis. Podroz w autokarze byla dluga, ale widoki byly przepikene!!! Szczegolnie roslinnosc, ale tez miasta przydorzne, plantacje, wzgorza, przydrozne targowiska z bananami, pracownikow, ktorzy robili cos z czerwona ziemia, widzialam tez 2 wypadki samochodowe i robotnikow naprawiajacych jezdnie. Od okolo 15 zrobilo sie bardzo slonecznie i nie przestalo tak byc az do mniej wiecej 19. Dojechalam do Florianoplis o 22.00. Odebraly mnie 3 dziwczyny samochodem. Dostalam propzycje pojscia na impreze, wiec sie zgodzilam. Dostalam chwile na przebranie sie i skonsumowanie kanapki. W klubie poznalam wiele osob z komitetu AIESEC Florianopolis i nie moglam znow uwierzyc, ze swiat jest taki maly!!!
 |
|
 |
|
Oj Justyna, już Ci zazdroszczę ;) A tak poza tym, to bardzo ciekawie to wszystko napisałaś i w miarę możliwości na pewno będę czytał kolejne wpisy ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Przemek
Bardzo sie ciesze!! To mnie na pewno bardziej zmotywuje do pisania i opisywania tutejszej rzeczywistosci. Pozdraiwam rowniez:)
OdpowiedzUsuńCieszę sie Justynko, że poszło tak gładko:) A co miałaś na myśli, że świat znowu okazał sie taki mały??
OdpowiedzUsuńHEHE, widać nie tylko na Cyprze mają luźne podejście do kontroli granicznej :)
OdpowiedzUsuńWidzisz mówiłem że gdy robisz coś nielegalnego to najważniejsza jest mina :)
Paweł
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZ tą walizką to miałaś szczęście. Bo gonienie jej po Rio de Janeiro nie byłoby proste.
OdpowiedzUsuńJak dawałaś sobie radę z bagażami podczas przesiadania się z autobusu do autobusu.
Czy naprawiona czerwona walizka wytrzymała trudy podróży?
Kto podróżował z Tobą autobusem do Floripy, czy byli to sami Brazylijczycy czy jeszcze jacyś turyści?
Czy rozumiesz co mówią tambylcy?
Czy słychać, że jest to portugalski z akcentem z Azorów odmiana brazylijska?
Oj, wyszły mi prawie same pytania :-)
Fajnie się czyta to co napisałaś.
PS
Ciekawe co Paweł miał na myśli z tym czymś nielegalnym?
Bardzo ciekawie potrafisz opowiadać, nie męczę się czytając, jak to często bywa z tekstami podobnej zawartości. Jednak bardzo trudno było dać rady z tym kawałkiem ciągłego tekstu :/ Fajnie byś podzieliłaś to na akapity ;)
OdpowiedzUsuńJeszcze raz dziękuję że pomogłaś mi pojąć coś o sobie i tym co ze mną się dzieje. Może też wezmę się w końcu za pisanie, za marzenie. A ty też pisz i żyj tak, żeby codziennie było o czym pisać ;)
Pomagali mi przy przesiadkach panowie, ktorzy pracuja w autobusach, a kiedy musialam isc z tymi walizkami to musialam polozyc ta mala czarna na ta duzo czerwona i dalo rade:P Czerwona walizka wytrzymala. W autobusie z Sao Paulo do Floripy wszyscy raczej wygladali na Brazylijczykow, ale nie wiem na pewno..nie poznawalam sie za bardzo z nimi bo caly czas prawie spalam...Jesli chodzi o jezyk to rozumiem coraz wiecej, ale mysle ze musze jeszcze sie sporo nauczyc. Moimi znajomymi glownie sa studenci wiec w ich mowie nie slychac azorskiego akcentu, bo sa to przyjezdni z roznych krancow Brazylii.
OdpowiedzUsuńJesli chodzi o moje stwierdzenie, ze swiat znow okazal sie maly, to przede wszystkim chodzi o to ze spotaklam Leo, kolege z ktorym mailowalam rok temu, gdy bylam w Portugalii i ktory byl we Wroclawiu i jest kolega Pawla... a jak spotkalam go teraz w Brazylii...hehe....