Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 25 stycznia 2011

Dzień wypełniony po brzegi

To był bardzo długi dzień. Rozpoczął się o 7.00 rano, gdy dziewczyna, w której pokoju mieszkam przyszła aby się spakować na wycieczkę. Wcześniej była u rodziców i nie miałam okazji jej poznać. Przebudziłam się tylko trochę i szybko zapadłam w sen ponownie, ale zdążyłam poczuć, że przykrywa mnie dodatkowym kocem. Później mi powiedziała, że byłam bardzo skulona. Okazuje się, że ludzie zazwyczaj śpią na prześcieradle ale bez przykrycia! Ja użyłam mojego prześcieradła jako kołdry i jeszcze było mi zimno… Około 10.00 słyszałam, że co chwilkę ktoś wchodzi i wychodzi do pokoju, który jest zresztą usytuowany zaraz koło dużego pokoju. Słyszałam głosy dochodzące stamtąd, dużo głosów, potem granie na gitarze i na bębnach! Bardzo się starałam spać dalej, ale tego było już za wiele i wstałam. Wiem, że spałam dość długo ale wciąż czułam się zmęczona, to pewnie skutki długiej podróży. Zanim zdążyłam się ubrać, Betina, znów wkroczyła do pokoju i od razu przedstawiła mnie kilku osobom. Okazało się, że do domu w którym mieszkam przyjechali znajomi Betiny i razem z nią, zaraz wyjeżdżają n a wycieczkę do Minas Gerais. Jest to jeden z 26 stanów Brazylii, położony w środkowowschodniej części kraju . Poza tym, do domu, w którym mieszkam przyjechało 2 nowych lokatorów z coachsurfingu, jeden chłopak z Anglii – Carl i jeden z Finlandii – Alex. Zostaną z nami kilka dni.

Plan na dziś był aby zwiedzać centrum Florianopolis. Udaliśmy się całą paczką na przystanek autobusowy. Po drodze moi współmieszkańcy spotkali koleżankę, z którą oczywiście też się zapoznałam. W Brazylii zwyczajem jest, że nawet znajomi twojego znajomego zawsze wita się ze wszystkimi, całując w policzek i mówiąc swoje imię. Bilet autobusowy kosztuje tutaj 3 reale...drogo… Podróż nim trwała ok. 20 minut, ale widoki były przepiękne: na ocean, na wzgórza! Myślałam, że rzeczywiście będziemy coś zwiedzać, ale poruszaliśmy się z prędkością żółwia… albo można powiedzieć poruszaliśmy się relaksacyjnie, tak jak tutejsi lubią:P Ale tak naprawdę to w sumie nic konkretnego nie zwiedziliśmy, nawet nie wiem gdzie jest główne centrum… będę musiała zwiedzić po swojemu jak tyko zdobędę mapę!

Od lewej: ja, Carl, Alex, Tata i Marcelo

Manifestacja zamiłowania do piłki nożnej jest często wyrażana przez noszenie koszulek albo breloczków.

Centrum Floripy

Na stoisku bazarowym powstaje Caldo de cana, słodki napój z trzciny cukrowej.

Na tle stoiska z Caldo de cana, napój jest bardzo słodki i bardzo tutaj popularny!


Po powrocie ze „zwiedzania” ok. 15.30 przyjechała do mnie Nara. Pojechałyśmy do ENI – czyli departamentu Fundaco CERIT, gdzie będę pracować.

Spotkanie z panią koordynator trwało ok. 2 godzin. Pani która będzie moim przełożonym była bardzo miła i cały czas się uśmiechała. Zrobiła prezentację na temat firmy, która jest inkubatorem przedsiębiorczości i pomaga innowacyjnym firmą zinternacjonalizować się. Ma w swoim dorobku wiele sukcesów. Będę pracować z 3 innymi praktykantami. Ciekawie było gdy doszłyśmy do omawiania spraw technicznych. Okazało się, że autobus nie dojeżdża do samej firmy tylko muszę dojść kawałek do takiego znaku, z obrazkiem prezentujący dłoń z kciukiem podniesionym do góry. Mam koło niego stanąć i podnieść kciuk do góry i łapać stopa, co po portugalsku nazywa się carona. Na początku zaproponowano mi pracę od 8.00 do 12.00 i od 14.00 do 16.00, czyli w środku dnia 2 godziny przerwy na lunch…- skrzywiłam się bo po co mi 2 godziny przerwy… szczególnie, że firma jest daleko od mojego domu więc nie mogłabym nawet wrócić. W każdym razie Beatris – szefowa, ulitowała się i w końcu ustaliłyśmy, że będę pracować od 10.00 do 17.00 tylko z 1h przerwy na lunch. Powiedziała, że przecież muszę korzystać z plaży i z pobytu w Brazylii więc tak będzie lepiej – wyrozumiała, prawda?

Przez to, że jestem jak na razie wożona wszędzie albo samochodem, albo nawet autobusem ale w towarzystwie innej osoby, mam problemy z samodzielnym poruszaniem się po okolicy… Postanowiłam więc wyjść sama z domy do sklepu w celu zakupienia wtyczek do urządzeń elektrycznych, gdyż moje nie bardzo pasują do tutejszych. Brazylijskie wtyczki w ogóle wyglądają na dość nieregularne, niektóre wyglądają tak jak angielskie, inne prawie jak polskie ale z węższymi otworami. Niestety moje poszukiwania zakończyły się o 19.00, gdyż wszystkie sklepy, które mogły się okazać dla mnie pomocne zostały zamknięte. W tej sytuacji udałam się do supermarketu. Po wstępnych oględzinach mogę stwierdzić, że ceny wyglądają całkiem podobnie tak jak w Polsce, jeśli zapomni się o fakcie, że 1 real brazylijski to 1,75 zł. Moim nabytkiem stała się papaja! Trzeba korzystać z tych egzotycznych owoców, które tu są i są takie dobre. ..mniam maniam…

Wieczorkiem poszliśmy ze znajomymi z domu na piwko do pobliskiego baru, przyjemnie było, ale najciekawsze miało miejsce gdy wróciliśmy do domu. Wszyscy znużeni rozłożyli się na kanapach i materacu, który jest rozłożony w dużym pokoju. Każdy chwycił do ręki instrument i grał po swojemu – czy już wspominałam, że Republika jest domem bardzo muzykalnym? Była gitara, pandeiro(tamburyn z bębenkiem), muringa(czyli wazon z dwoma otworami), flet i dwa inne prawdopodobnie peruwiańskie instrumenty. Muzyka wychodziła bardzo ciekawie, taka od niechcenia ale jednak z sercem!
Marcelo prezentuje Muringa.

Ja i (chyba) peruwiańskie instrumenty, zna je ktoś może?

Pandeiro





3 komentarze:

  1. To musiało być bardzo przyjemne jam session, tylko pozazdrościć.

    OdpowiedzUsuń
  2. ależ wrażeń! będę Cię tu śledzić i szukać tanich biletów do Ciebie ;) albo pomyślę o tym co mówi Marek Leander - twierdzi, że nawet w takie miejsca można dotrzeć stopem :P

    OdpowiedzUsuń