W 1888 roku Brazylia zniosła niewolnictwo. Afrykanie mogli w końcu opuścić plantacje. Wtedy wielu zaczęło emigrować na południe do Rio de Janeiro, które było w tamtym okresie stolicą Brazylii. Dzięki temu samba zaczęła się mieszać z europejską muzyką, co utworzyło współczesne brzmienie samby.
W 1808 roku cały dwór portugalski przeniósł się do Rio. Król João VI uciekał z Lizbony przed napierającym Napoleonem. Przez następne 14 lat Rio było stolicą Brazyli, Portugalii i Portugalskiego Imperium. Wraz z przeprowadzką portugalski dwór przywiózł swój styl muzyki, m.in. modinhę. Jest to lekka, sentymentalna muzyka miłosna. Została rozwinięta na portugalskim dworze przez szalonego mnicha, który chciał uwieść młodą dziewczynę. Zmieszał muzykę folkową i dworską poezję. W Brazylii modinha stała się bardzo popularna, każdego wieczora na ulicach można było usłyszeć melodie płynące z różnych stron.
W Rio kompozytorzy spotykali się w jednym domu by muzykować i organizować roda de samba. Jednym z ulubionych miejsc był dom na Praça 11 (Plac 11). Był to dom pewnej kucharki, która oprócz miejsca do grania muzyki, oferowała zawsze pyszne jedzenie, które z pewnością musiało pomagać muzycznym inspiracją. Właścicielka owego domu nazywała się się Hilária Batista de Almeida, ale przez wszystkich znana była jako Tia Ciata („Ciocia Ciata”). Zapamiętana została jako propagatorka kultury afrykańskiej w fawelach. Uważa się, że miała wielki wpływ na powstanie samba carioca, czyli samby z Rio, gdyż to właśnie w jej domu powstał pierwszy tego typu utwór.[1] W 1916 roku piosenka została zaprezentowana, jej autorem jest Dongo, nosi tytuł „Pelo telefone” – czyli „Przez telefon”.
W domu Tia Ciaty zbierali się wielcy muzycy jak np: Pixinguinha, João da Baiana i wspomniany wcześniej Donga.
Tekst został opracowany na podstawie filmu dokumentalnego stworzonego przez BBC: "Brazil, Brazil".
Będąc w Brazylii miałam wrażenie, że muzyka to element konieczny w egzystencji Brazylijczyków. W niej mogą wyrazić swoje emocje i nastrój, jest najlepszą zabawą i elementem który jednoczy, gdy gromadzą się wokół gitary. Muzyka w Brazylii to pasja narodowa, zaraz obok piłki nożnej. Już sama różnorodność stylów jakie się tutaj spotyka uświadamia o niezwykłym znaczeniu muzyki w życiu każdego Brazylijczyka.
W Brazylii muzyka to nie tylko rozrywka, lecz także środek przekazu historycznego. Otóż by poznać historię Brazylii wcale nie trzeba sięgać po książki, a wystarczy wsłuchać się w teksty piosenek. Muzyka rozwijała się wraz z przemianami kraju. W muzyce zawarte były poglądy jak postrzegać Brazylię wewnątrz kraju, jak i poza jej granicami. Natomiast politycy wykorzystywali muzykę do integracji państwa.
Afrykańczycy pod pokładem statku. [3]
Wszystko zaczyna się od samby, która jest najbardziej znanym stylem muzycznym pochodzącym z Brazylii, który kojarzy się w wyrafinowanym tańcem i muzyką karnawałową. Samba przyniósła egzotyczną sławę Brazylii na całym świecie. Samba narodziła się w czasach niewolnictwa, na północno-wschodnim wybrzeżu Brazylii, niedaleko Salvadoru, w stanie Bahia. Salvador był do 1763stolicą Brazylii, założoną przez Portugalczyków w XVI wieku. Pierwotni Indianie, którzy żyli w tych rejonach zostali w większości zabici przez Portugalczyków albo przez przywiezione przez nich choroby europejskie. Na ich miejsce przywieziono niewolników z Afryki, którzy byli przeznaczeni do pracy na polach. Przez następne 300 lat około 4 milionów Afrykańczyków na siłę zostało przeniesionych do Brazylii. Była to największa niewolnicza populacja na świecie, a Salvador był głównym portem niewolniczym Z pewnością nikt w tamtym czasie nie przypuszczał jak wielki wpływ wywrą Afrykańczycy na kulturowe dziedzictwo Brazylii.
Iansã[2]
W Bahia spotkało się wiele kultur, które zaczęły się mieszać. Niewolnicy z Afryki przywieźli z sobą między innymi Candomblé, sambę i muzykę w ogóle. Samba rozwinęła się z perkusyjnego rytmu uważnego w Candomblé – religii powstałej z wpływu afrykańskiego, która była zakazana w okresie niewolnictwa. Podczas obrządku Candomblé zwraca się do różnych bogów (orixás), którzy mają dać wyznawcom życiowe wskazówki. Przykładowi bogowie to np.
Exu- orixá seksualności, powiązany z diabłem;
Oxun – orixá miłości, próżności, flitowania, kokietowania, która używa atrybutów kobiecości by osiągnąć swoje cele;
Ponieważ Candomblé było zakazane, niewolnicy czcili swoich afrykańskich bogów, udając że modlą się do boga Katolików. Tak właśnie te dwie religie zaczęły się łączyć. Jednak rytmy używane w Candomblé się nie zmieniły i przetrwały ten trudny okres. Można dostrzec, że rytm najbardziej zbliżony do samby to rytm orixá Iansã - bognii ducha wiatru, piorunów, płodność,ognia i magii.
Samba de Roda[4]
Sam wyraz samba pochodzi od afrykańsko-angolskiej nazwy. W Bahia został do rytmu samby stworzono taniec w kole, który nazwano Samba de Roda albo Samba de Chula, który istnieje po dziś dzień i jest bardzo popularny.
Samba de roda jest tradycyjnym tańcem brazylijskim, który charakteryzuje się dynamicznymi i zmysłowymi ruchami bioder. Sambę tańczą kobiety solo lub w parze kobieta plus mężczyzna. Jest "wizytówką" Brazylii na całym świecie. Obecnie jest kojarzona głównie z karnawałem oraz capoeirą. Trzeba zauważyć, że samba de roda to nie to samo co samba jako taniec towarzyski, choć mają pewne cechy wspólne, gdyż samba towarzyska wywodzi się z samba de roda.[1]
Wygląda to tak:
Tekst został opracowany na podstawie filmu dokumentalnego stworzonego przez BBC: "Brazil, Brazil".
1W Republice gdzie mieszkałam były zasady jeśli chodzi o zarządzanie odpadami. W kuchni przy umywalce stał mały kubełek do którego wrzucało się odpady organiczne. Codziennie rano należało opróżnić kubełek. Za domem był wyznaczony teren gdzie odgarniało się ziemię łopatką i wrzucało zawartość kubełka. Odpadki przykrywało się odgarniętą ziemią. Kompost dość szybko ulegał degradacji, z pewnością ze względu na sprzyjający temu klimat. Bardzo duża wilgotność i duże nasłonecznienie pomagają w rozkładaniu się produktów organicznych.
Jeśli chodzi o inne śmieci to wszystkie musiały być suche. W kuchni stał drugi, wielki kubeł, do którego można było wrzucać resztę śmieci, ale np. opakowania po jogurtach musiały najpierw być umyte i dopiero potem można je było wyrzucić. Było też miejsce na składowanie worków foliowych. Worki mnożyły się w ogromnych ilościach. W Brazylii nie ma jeszcze przepisów regulujących dostępność do siatek foliowych więc bez umiaru są rozdawane kupującym. W Republice próbowaliśmy korzystać z tych starych, albo przynajmniej wykorzystywać je w innych celach np. jako worki na śmieci.
2Natknełam się dziś całkiem przypadkiem na film "Waste Land" ("Śmietnisko") , który przypomniał mi o tych śmieciowych zasadach w Brazylii. Jest to dokumentalny film na temat osób, które selekcjonują śmieci nadające sie do recyklingu. Pracują na największym śmietnisku na świecie (tak jest podane w filmie) na obrzeżach Rio de Janerio. Amerykański artysta, brazylijskiego pochodzenia Vik Muniz postanawia stworzyć portrety zbieraczy, zwanych catadores. Przyjeżdża na śmietnisko i zaczyna pacę. Nie spodziewa się jednak, że projekt okaże się dla niego tak ważny, a czynnik ludzki spowoduje, że zaagnażuje się bardzo mocno. Przede wszystkim jednak będzie to też niestamowite doświadczenie dla catadores, o których usłyszał cały świat i dzięki temu mogli dostrzec dla siebie nowe światełko nadziei.
Fawele to określenie pejoratywnie, przynoszące na myśl degradację społeczną, niebezpieczeństwo, życie w strachu. Dla ludzi mieszkających w fawelach jest to określenie ofensywne, dlatego Brazylijczycy niechętnie je wypowiadają. Nieraz zapytani ściszają głos do szeptu, gdy opowiadają o fawelach, które są jednym z największych problemów społecznych Brazylii.
Rafael - fotograf i nauczyciel
Nazwa dzielnic określanych fawelami pochodzi od gatunku drzewa, z którego jest uzyskiwane tanie ale wytrzymałe drewno, służące za główny budulec biednym Brazylijczykom. Bieda jest w tym kraju bardzo wyrazista. Są ludzie, którzy mają wszystko, a tuż obok nich mieszkają ludzie, którzy nie mają nic. W Brazylii ludzi bardzo zamożnych jest tylko jeden procent, ale uzyskują oni 12 procent dochodu narodowego. Natomiast ludzi biednych jest około 50 procent i na nich przypada tylko 10 procent dochodu narodowego. Ogromne dysproporcje doprowadziły do sytuacji, którą mamy obecnie. Wokół wielkich metropolii tworzą się osiedla, budowane przez przybyszów z wiosek, rolniczych terenów, którzy w poszukiwaniu lepszej przyszłości docierają do miast. Niestety marzenia zostają skonfrontowane z szarą rzeczywistością i są zmuszeni żyć w jeszcze większej biedzie.
Ekspozycja fotografi była
umieszczona na drzewie.
Bez pieniędzy i przyszłości starają się przetrwać, dlatego ich działalność często wykracza poza prawo. Co prawda niedawno słyszeliśmy, że rząd Brazylii wszczął aktywną walkę z mafijną przestępczością w fawelach, jednak to dopiero czubek góry lodowej. Owe akcje były powiązane z chęcią szybkiego rozwiązania problemu w związku ze zbliżającymi się wielkimi imprezami sportowymi, czyli Mistrzostwami Świata w piłce nożnej w 2014 roku oraz Igrzyskami Olimpijskimi w 2016 roku. Rząd Brazylii chce zmienić wizerunek kraju i wymazać z naszych pamięci obraz, który kojarzy się przede wszystkim z przestępczością, niebezpieczeństwem, mafiami, handlarzami narkotyków i uczeniem używania broni nawet dzieci.
Zdjecia poruszały się w rytm wiatru.
Warto jednak wspomnieć iż obecnie często zamiast fawela propaguje się określenie „comunidade” (społeczność), które jest bardziej neutralne i poprawne politycznie. Fawele kojarzą się jedynie negatywnie, a przecież żyją tam także normalni ludzie, którzy sami nie mają nic wspólnego z przestępczością. Obecnie powstają ruchy społeczne, które starają się zrewaloryzować środowiska, w których żyją, promują więc określenie „comunidade”, które kojarzyć się ma z mobilizacją społeczną i powstawaniem grup ludzi dążących do polepszenia warunków swojego życia.
Mieszcząca się w Saco dos Limoes
szkoła samby "Consulado".
Pomimo starań fawele będące symbolem społecznej marginalizacji wciąż takimi pozostają i zanim przemienią się w neutralne „comunidade” będzie musiało minąć jeszcze wiele czasu. Na szczęście pojawiają się projekty społeczne, które mają akcelerować pozytywne przemiany. Jednym z przykładów jest projekt na rzecz społeczności Caeira we Florianopolis. Mój kolega z Republiki Rafael był zaangażowany w ten projekt. Zajmował się fotografowaniem życia w dzielnicy Saco Dos Limões. Był także nauczycielem fotografii. Wyniki jego pracy poszliśmy oglądać, ponieważ zorganizowano wystawę zdjęć i przy okazji prezentację warsztatów organizowanych w ramach projektu.
Dom artysty miszkającego wśród społeczności "Caeira".
Ogólnie bałam się trochę iść do faweli. Tyle się naoglądałam filmów i nasłuchałam opowieści jak tam jest niebezpiecznie. Jednak po przyjeździe na miejsce okazało się, że dzielnica jest całkiem ładna i nawet zadbana. W niektórych ogródkach stały ładne i drogie samochody. Pomyślałam, że to może pomyłka, ale okazało się, że tak wyglądają fawele we Florianopolis!
Zwiedzanie dzielnicy Saco dos Limoes.
Oczywiście domy były trochę skromniejsze i część z nich była wybudowana na wzgórzach, więc tworzyły typowy krajobraz faweli, ale nie czułam się tam zagrożona. Moi znajomi powiedzieli, że to jednak jest fawela, gdyż jest to jedna z najbiedniejszych dzielnic Florianopolis. Domy powstawały tu na dziko, prąd i kanalizacja są podprowadzone nielegalnie! Udało mi się odwiedzić jeden dom w środku. Z zewnątrz wyglądał bardzo porządnie, jednak w środku okazało się, że ma prawie tekturowe ściany, które nie sięgają nawet sufitu. Byłam tam, ponieważ właściciel domu był sprzedawcą latawców i wraz ze znajomymi chcieliśmy je kupić.
Projekt, w którym brał udział mój kolega Rafael nazywał się „Dokumentacja poprzez fotografię dziedzictwa kulturowego Santa Catarina”. Warsztaty były z 3 dziedzin: fotografii, zajęcia literackie i teatralne. W trakcie warsztatów fotograficznych rejestrowano rzeczywistość społeczności i dzięki temu zbierano ilustracje do tekstów zawierających historie związane z Caeira i jej mieszkańcami.
Dzieci bawiące się podczas wystawy zdjęć.
Teksty były przygotowywane w trakcie warsztatów literackich, tworzone na podstawie wywiadów przeprowadzonych z mieszkańcami społeczności, szczególnie z tymi najstarszymi, którzy mogli podzielić się wieloma opowieściami dotyczącymi tego regionu, tradycji i zwyczajów jakie tutaj są lub były kultywowane, jak również historiami zwykłych ludzi, którzy tutaj żyli, pracowali i nawiązywali przyjaźnie.
Saco dos Limoes
Zebrane materiały zostały przeznaczone dla lokalnej biblioteki. Jednak zostały także zaprezentowane w formie wystawy fotograficznej, spotkań gdzie opowiadano historie społeczności Caeira, organizacji występów przez grupę teatralną dotyczącą tematyki społeczności Caeira oraz stworzenie książki wirtualnej i strony internetowej (http://www.patrimoniocaeira.com.br/). Porjekt miał na celu głównie integracje społeczności a także zachowanie niematerialnego dziedzictwa kulturowego.
Jest to tylko jeden z przykładów projektów społecznych organizowanych w Brazylii, owych projektów jest dużo więcej i szczególnie często są skierowane do dzieci i młodzieży, które nie mają perspektyw życiowych i mogą z łatwością rozpocząć działalność przestępczą.
Rio - miasto kontrastów. Stojąc w jendej z najbogatszych
dzielnic ma się widok na jedną z najbiedniejszych dzilnic.
W tle widać pnącą się fawelę.
Później w Rio de Janeiro też poszłam zobaczyć fawelę. Poprosiłam mojego kolegę, który również nazywał się Rafael, żeby zabrał mnie tam. Okazało się, że według niego nie jest to najlepszy pomysł, bo fawele to nie ZOO, żeby je zwiedzać. Ludzie tam mieszkający, żyją w biedzie, nie z władnego wyboru i nie należy zakłócać ich spokoju. Poza tym jeśli odkryją, że jest się turystą mogą zdarzyć się różne nieprzyjemności. Na pytanie czy mogłabym zrobić zdjęcia już w ogóle się oburzył i powiedział, że jeśli wyciągnę tam aparat to mamy przechlapane, nie wspominając już o utracie aparatu. Zdziwiłam się trochę, bo przecież byłam też w bogatych dzielnicach i oglądałam jak wygląda życie tam, dlatego chciałam zobaczyć tę inną, nie tak różową rzeczywistość Brazylii.
Widok na fawelę z Cristo Redentor.
Chciałam tam iść, żeby zrozumieć lepiej i poznać jak żyją tamci ludzie. Rafael opowiedział mi, że w fawelach „Rocinha” i „Vila Canoas” można iść na zorganizowaną wycieczką z przewodnikiem. Ludzie traktują fawele jako atrakcję turystyczną. Idą tam bogaci, z aparatami, przechodzą, robią zdjęcia i opuszczają fawele, a ludzie tam żyjący często nie mający pieniądze na jedzenie albo na bilet autobusowy pozostają w swojej nędzy i nieszczęściu.
Wido nocą na Complexo do Alemão - kompleks 13 faweli,
miesci się w półonocnej częsci Rio,
do niedawna najbardziej niebezpieczny rejon mista.
W końcu jednak zabrał mnie do jednej z fawel Santa Marta, stwierdził, że ja to co innego, niż ci inni turyści, że studiuję socjologie i widać, że bardzo mnie interesuje Brazylia i ludzie, więc pójdziemy. Santa Marta została jakiś czas temu spacyfikowana przez policję i wszyscy mafiosi uciekli do innych fawel w Rio. Szłam tam trochę w strachu ale więcej w ekscytacji. Wiedziałam, że to nie będzie taka ładna fawela jak we Florianopolis. Fawele charakteryzują się tym, że są zbudowane na wzgórzach, więc dojechaliśmy autobusem do dzielnicy i zaczęliśmy iść w górę. Po jakimś czasie chodnik przemienił się w schody, które ciągnęły się wysoko w górę. O dojazdem samochodem w tamte regiony można było zapomnieć. Ludzie nas otaczający byli wyłącznie o czarnym kolorze skóry, dużo stało ich na ulicach i gawędziło, patrzyli też na nas. Zastanawiałam się, czy bardzo się wyróżniamy. Było już ciemno, bo byliśmy tam ok. 22.00, minął nas patrol policji. Zatrzymaliśmy się i Rafeal powiedział, że możemy iść do baru i czegoś się napić. Kupiliśmy piwo i piliśmy stojąc na ulicy, udawaliśmy, że jesteśmy tutaj stałymi bywalcami. Rozmawialiśmy o innych rzeczach niż fawele, żeby nie wzbudzać zainteresowania innych. W telewizji leciał mecz, po prawej stronie zobaczyłam stację policji „Policia Militar do Rio de Janeiro.”. Czułam się bezpiecznie, ale w powietrzu było czuć powiew nieprzewidywalności tego miejsca. Chciałam iść dalej schodami do góry, ale Rafael powiedział, że lepiej już wracać. Byłam trochę rozczarowana, że tak krótko tam byliśmy. Potem pomyślałam, że może nie mam wystarczającej wyobraźni, by wyobrazić sobie co by się tam mogło z nami stać, gdybyśmy jednak wpadli w jakieś tarapaty. Było to bardzo interesujące przeżycie.
Potem okazało się, że Santa Marta to fawela gdzie Michael Jackson nakręcił swój teledysk do piosenki „They don’t care about us”:
Brazylijskie słodycze są słynne ze swojej słodkości. Próbowałam wielu rzeczy i zawsze Brazylijczycy się mnie pytali czy nie jest za słodkie, po Europejczycy zwykle na to narzekają. Akurat w tym aspekcie jestem bardzo brazylijska, bo uwielbiam bardzo słodkie smakołyki.
Niczego tak słodko nie wspominam jak przepysznego brigadero. Cóż to takiego? Ciężko opisać słowami, ale jest to coś co rozpływa się w ustach i podnosi znacznie poziom cukru we krwi! W sklepach można kupić ten przysmak w formie małych ciasteczek, obsypanych czekoladową posypką, ale najczęściej przyrządza się w domu tę czarna masę i po lekkim schłodzeniu można zajadać łyżkami prosto z garnka. To był nasz ulubiony sposób spożywania brigadero w republice.
Muszę przyznać, że gdy odkryłam smak brigadero to się w nim wprost zakochałam. W pracy przyłapywałam się na tym, że marzyłam sobie o tym słodkim deserze i wyobrażałam sobie jak je przyrządzam...mała obsesja...
Jak to się robi?
Składniki:
Brigadero jakie można znaleźć w sklepach.
- mleczko skondensowane np. 3 tubki
-1/2 kostki masła
- 4 łyżki kakao np. Nestle
-posypka czekoladowa
Sposób przyrządzenia:
Do garnka wlewamy mleczko skondensowane, ½ kostki masła, kakao i gotujemy na średnim ogniu cały czas mieszając. Mieszanie jest najważniejsze i w nim cała sztuka. Gdy zauważymy, że po przesunięciu łyżką widzimy dno, znaczy, że gęstość jest odpowiednia. Nie gotujemy ani chwili dłużej, bo za bardzo zgęstnieje albo nawet się przypali! Czekamy aż ostygnie. Następnie smarujemy sobie ręce masłem i łyżeczką nakładamy na dłoń gęstą masę. Formujemy małe kuleczki i obtaczamy w posypce czekoladowej. Układamy na talerzyk i gotowe!
Gdy tylko zdobyłam ten przepis rozpoczęłam próby, ale nie od razu udawało mi się.
Moje pierwsze brigadero z posypką kokosową. Wyszło bardzo
twarde bo za długo gotowałam i za jasne, czyli za mało kakaa.
Z przepisem też było ciężko, bo za każdym razem jak pytałam to dopowiadano mi, że się bierze to i to i to i razem miesza na gazie... szczegółów nie chcieli podawać, ale w końcu zdobyłam też i ilości. Pewnego dnia koleżanka Brazylijka zrobiła brigadero tak pyszne, że wszyscy obiedli się, ja najbardziej, aż mnie brzuch bolał… wiem, że nie było to rozsądne, ale przynajmniej wyleczyłam się z obsesyjnego rozmyślania o tym deserze.
Moje brigadero przyrządzone już w Polsce.
Oceniam, że wyszło bardzo dobre. Przywołało
wspomnienia o Brazylii....ehhh
Inną bardzo smaczną rzeczą jest Mousse de Maracuja., czyli mus o smaku marakuji.
Składniki:
Mousse de Maracuja
-Skondensowane mleko
-Śmietana
-Skondensowany sok z marakuji lub naturalny sok z wyciśniętych markauji, ewentualnie sok z kartonika.
Sposób przyrządzenia:
Wszystkie składniki wlewamy do miksera i miksujemy na najwyższych obrotach. Możemy rozlać do miseczek i schłodzić.
Jest trochę bardziej ubarwione, ja opisałam tylko podstawowy przepis.
Mus o smaku marakuji zrobiłam na deser, gdy organizowaliśmy rosyjsko- kolumbijską kolację. Deser miał być polski, ale w końcu był brazylijski tyle, że zrobiony przez Polkę. Wszystkim bardzo smakowało, nawet Brazylijczykom, którzy przecież znają ten deser, a to się chyba najbardziej liczy!
Przeglądam moje zdjęcia z Brazylii i na każdym jestem szeroko uśmiechnięta i nawet teraz na wspomnienie brazylijskich przygód uśmiecham się. To dziwne ale zdjęcia pomagają zapamiętać jak się czuliśmy w momencie robienia zdjecia i pomagają przywołać wiele dodatkowych wspomnień. Po zakończeniu praktyki we Florianopolis spędziłam tam jeszcze ok. 10 dni. Chciałam podróżować ale bardzo zżyłam się z ludźmi, których tam spotkałam i chciałam pobyć jeszcze trochę w republice, która ma swoją specjalną atmosferę. W tym czasie udało mi się także pozwiedzać bardziej wyspę, na której mieszkałam. Pojechałam na plaże, których jeszcze nie widziałam, poszłam w miejsca, których jeszcze nie odwiedziłam i uczestniczyłam w imprezach, które w tym czasie były organizowane.
Z "karnawałowymi dziewczynami" podczas imprezy na UFCS.
Plaża dos Ingleses.
Jest położona w północnej części Florianopolis.
Tyle stopni było 4 kwietnia 2011 we Florianopolis po południu:)
Lagoinha do leste - niezwykłe miejsce gdzie z jednej strony
jest ocean a dalej plażę przecina rzeka ze słodko-słoną wodą.
Ribeirão da Ilha - południowo zachodnia część wyspy.
Mieszczą się tam budowle imigrantów z portugalskich
wysp Azorów.
W końcu moja praktyka dobiegła końca! Przygoda z Brazylią jeszcze trwa, ale moja codzienna rutyna została zachwiana wraz z nadejściem zeszłego czwartku. Był to ostatni dzień w pracy. Rozpoczął się jak zwykle, biurową pogadanką z moim szefem i włączeniem komputera. Miałam zaplanowane spotkanie z szefem jednej firmy, który miał mi dostarczyć kontrakt umowy. Potem w trakcie dnia okazało się, że muszę spotkać się z jeszcze innym szefem. Lubię te spotkania, zawsze czegoś ciekawego można się dowiedzieć i pokonwersować. Na drugim spotkaniu szef zaproponował, że jeśli będę wybierać się do Rio de Janerio to jego siostra może mnie przenocować! Takie mam kontakty:P
Na koniec dnia poczęstowałam wszystkich ciastem, o nazwie Negra Maluca. Przypomina naszego Muszynka, tylko, że miało finezyjną posypkę czekoladową i wyglądało mniej więcej tak -->
Następnie było drukowanie certyfikatu odbycia praktyki i pokazałam prezentacje o Polsce. Wszyscy byli bardzo zaciekawieni. W końcu nadeszła godzina rozstania, bo Alexandre - szef musiał wyjść trochę wcześniej. Na koniec udało się jednak zrobić kilka zdjęć na pamiątkę.
Z lewej Beatrice - pani koordynator, a po prawej szef ENI Alexandre.
Po prawej Everton, drugi stażysta.
W tle moje miejsce pracy! :)
Trochę smutno, że się skończyło. Będzie mi brakować moich współpracowników. Atmosfera w pracy zawsze była bardzo przyjemna, spokojna, wszyscy się uśmiechali, tak będę pamiętać to miejsce, choć czasem też mieli zmartwione miny, albo zamyślone... jak to ludzie. Muszę przyznać, że wiele się nauczyłam podczas mojej praktyki. Było to moje pierwsze doświadczenie profesjonalne, więc zobaczyłam jak wygląda praca biurowa od środka. Poza tym dowiedziałam się wielu rzeczy na temat sprzedaży, spotkań biznesowych, przygotowywaniu ofert, negocjacjach. Nawiązałam kontakty z wieloma osobami, poznałam ciekawe pomysły i rozwiązania firm, a także ich potrzeby. Przede wszystkim jednak nauczyłam się bardzo dużo języka portugalskiego z czego jestem niezmiernie zadowolona! Que bom falar português!
Karnawał jest dla wszystkich, dlatego obfituje w różne wydarzenia, dostosowane do różnego wieku. Jednym z wydarzeń dla trochę młodszych i ich rodzin jest "Bloco das Passarinhas", czyli "Blok Ptaszków". Ptaszkami pewnie są dzieci, które aktywnie biorą udział w festiwalu, który składa się z dwóch głównych części. Pierwsza to konkurs dla dzieci, które się prezentują, wychodzą na wybieg w przebraniach i zachowują się jak modelki lub modele. Nie wiem jakie są dokładnie kryteria tego konkursu, bo nikt z Brazylijczyków nie był mi wstanie powiedzieć. Niektóre z dzieci były tak małe, że praktycznie nie wiedziały co się dzieje wokół nich i co robią.
Większość prezentujących się dzieci były dziewczynkami.
Gdyby nie wiadomo było, że to dziesięciolatka,
można by pomyśleć, że dorosła modelka!
Inne dzieci musiały być prowadzone przez dorosłą osobę, która kierowała...bo niektóre maluchy po dwóch krokach chciały zawracać.
Malutka ale o wielkim brazylijskim duchu!
Po dziecięcym show, nastąpiła część dla dorosłych. Mężczyźni znów przebierali się za kobiety, tyle, że tym razem byli to najczęściej ojcowie lub dziadkowie, którzy na co dzień mogą być szacownymi panami, ale w trakcie szalonego karnawału nie mają problemu powariować. Przebrani mężczyźni mogli zaprezentować swoje wdzięki w paradzie przechodzącej ulicami miasta.
Właściwie to , nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że kolorowe pochody, relacjonowane w Polsce podczas karnawału z Rio de Janeiro to tak naprawdę konkursy szkół samby. We Florianopolis także odbył się taki konkurs tylko na trochę mniejszą skalę niż w Rio. Szkoły samby prezentują się tańcząc i pokazując kolorowe stroje, ogromne kolorowe samochody. Co roku jest jakiś temat, do którego przygotowuje się wszystkie te dekoracje. Niestety nie wiem dokładnie jaki był temat we Floripie, ale chyba coś związanego z państwami, bo jedna szkoła prezentowała Kubę. Pokaz odbywa się na specjalnie do tego zbudowanej arenie, która jest dość długa, tak aby tancerze mogli się zaprezentować wystarczająco. Po dwóch stronach areny znajdują się widownie. Wstęp jest płatny a cena biletu waha się od 5 do 50 reali.
Z tym pokazem wiąże się krótka historia, która mi się przydarzyła.
Bardzo chcaiłam udać się na pokaz szkół samby. Nikt ze znajomych jednak nie podzielał mojego entuzjazmu. Zadzwoniłam do innych znajomych i okazało się, że oni już kupili bilety i są w środku areny. Powiedzieli, żebym się pośpieszyła to może jeszcze uda mi się kupić bielt i do nich dołączyć. Jednak gdy dotarłam na miejsce okazało się, że bilety się skończyły!!! Chwila smutku, ale znalazłam takie miejsce na zewnątrz areny, z którego było sporo widać, choć byłam bardzo daleko od "sceny".
Tutaj jest to miejsce, z którego próbowałam oglądać pokaz.
Stałam tam razem z innymi, którym nie udało się dostać biletu, ale gdzieś po ok. 20 minutach pewien chłopak, który stał koło mnie zapytał mnie, czy chcę wejść do środka, bo on ma bilet i postanowił, że jednak nie idzie!!! Oczywiście, że nie odmówiłam!!! Chciałam mu się rzucić na szyję, ale się trochę powstrzymałam:P Udałam się kłusem do wejścia na arenę! Miałam olbrzymie szczęście, że spotkałam tego chłopaka, bo show był... no naprawdę niesamowity:
Ogromne karnawałowe samochody.
Owe samochody są pchane, przez sporą grupkę osób, nic dziwnego, ale posuwają się w ślimaczym tempie. Dzięki temu można się napatrzeć na tancerzy stojących na podestach.
Kubańscy żołnierze na kubańskim czołgu:)
Przepych i żywe kolory - podczas karnawału nie ma limitów!
Tłumy na arenie wiwatują tancerzom.
Na pokazie tyle się dzieje, że nie wiadomo na co patrzeć, na szczęście potem na zdjęciach można się przyjrzeć szczegółom.
Pomiędzy kolorowymi samochodami pojawiają się grupy tak samo ubranych tancerzy, którzy wirują w rytm energetycznej muzyki...SAMBY!
Czy ktoś ma jakąś interpretację tych strojów? Np. nurkowie
Jedną z największych atrakcji karnawału jest zobaczenie tancerek samby. Są znane z niesamowicie pięknych ciał i szybkiego poruszania nogami. Chyba dlatego mój kolega, który zrobił zdjęcie poniżej obciął im głowy, zażartował sobie mówiąc, że głowy nie są ważne....
Niektóre tancerki są bardzo umięśnione, dodatkowo mają buty na bardzo wysokich obcasach co sprawia, że owe kobiety wyglądają ogromnie, nawet patrząc z daleka.
Na filmiku można zobaczyć jeden z prostszych stylów tańca, myślę, że każdy dał by radę:P
Pochody kończą się wraz z końcem areny, tancerze wychodzą na ulicę i zrzucają z siebie stroje, któe są zrobione ze sztucznych materiałów, dlatego na pewno jest w nich strasznie gorąco!
Tancerze odpoczywają po sambowym szale w arenie!
Porzucane karnawałowe stroje są grabione przez wszystkich, którzy chcą mieć pamiątkę z pokazu.
Zabieranie strojów przez ludzi jest kwestią dość kontrowersyjną, gdyż jak wspomniałam wcześniej, owy pokaz jest tak naprawdę konkursem, a zwycięska szkoła miała powtórny pokaz ostatniego dnia karnawału. Więc wydawało by się, że stroje powinny im być potrzebne.... Dlatego gdy przytachałam wielką czapę, spódnice i totem do domu, Brazylijczycy śmiali się, że obrabowałam tancerzy.... Wiem jednak, że pokaz zwycięzców się odbył i wszyscy mieli stroje.
Na wieść o swojej wygranej członkowie szkoły samby União da Ilha da Magia wyrazili dziką radość na ulicach Flroianopolis:
Ta szkoła tańca miała właśnie jako temat przebrania Kubę, bardzo mi się podobała, była to ostatnia grupa którą zoaczyłam, bo o 3.00 w nocy postanowiłam wrócić do domu, choć w programie były jeszcze dwie kolejne.
Podsumowując: było to bardzo ciekawe wydarzenie, ale uważam, że największą zabawę mieli Ci, którzy tańczyli tam na arenie. Spędziłam na oglądaniu tego pokazu prawie 4 godziny, oglądając nawet w deszczu! Na dodatek byłam sama, bo moi znajomi byli w innych sektorach areny... ale warto było. Uważam jednak, że to był karnawał "na pokaz", wystrojony, wyszykowany, ale trochę sztuczny, bo zamknięty za murami areny, dostępny tylko dla garstki ludzi. Prawdziwy karnawał powinien być dostępny dla wszystkich. Dlatego wydaje mi się, że bardziej autentyczny był karnawał uliczny Bloco dos Sujos, gdzie wszyscy mogli się bawić bez ograniczeń.