Łączna liczba wyświetleń

piątek, 27 maja 2011

Recykling

1W Republice gdzie mieszkałam były zasady jeśli chodzi o zarządzanie odpadami. W kuchni przy umywalce stał mały kubełek do którego wrzucało się odpady organiczne. Codziennie rano należało opróżnić kubełek. Za domem był wyznaczony teren gdzie odgarniało się ziemię łopatką i wrzucało zawartość kubełka. Odpadki przykrywało się odgarniętą ziemią. Kompost dość szybko ulegał degradacji, z pewnością ze względu na sprzyjający temu klimat. Bardzo duża wilgotność i duże nasłonecznienie pomagają w rozkładaniu się produktów organicznych.

Jeśli chodzi o inne śmieci to wszystkie musiały być suche. W kuchni stał drugi, wielki kubeł, do którego można było wrzucać resztę śmieci, ale np. opakowania po jogurtach musiały najpierw być umyte i dopiero potem można je było wyrzucić. Było też miejsce na składowanie worków foliowych. Worki mnożyły się w ogromnych ilościach. W Brazylii nie ma jeszcze przepisów regulujących dostępność do siatek foliowych więc bez umiaru są rozdawane kupującym. W Republice próbowaliśmy korzystać z tych starych, albo przynajmniej wykorzystywać je w innych celach np. jako worki na śmieci.

2Natknełam się dziś całkiem przypadkiem na film "Waste Land" ("Śmietnisko") , który przypomniał mi o tych śmieciowych zasadach w Brazylii. Jest to dokumentalny film na temat osób, które selekcjonują śmieci nadające sie do recyklingu. Pracują na największym śmietnisku na świecie (tak jest podane w filmie) na obrzeżach Rio de Janerio. Amerykański artysta, brazylijskiego pochodzenia Vik Muniz postanawia stworzyć portrety zbieraczy, zwanych catadores. Przyjeżdża na śmietnisko i zaczyna pacę. Nie spodziewa się jednak, że projekt okaże się dla niego tak ważny, a czynnik ludzki spowoduje, że zaagnażuje się bardzo mocno. Przede wszystkim jednak będzie to też niestamowite doświadczenie dla catadores, o których usłyszał cały świat i dzięki temu mogli dostrzec dla siebie nowe światełko nadziei.
Film pięknie zrealizowany i bardzo przejmujący.

Oficjalna strona i zwiastun: http://www.wastelandmovie.com/index.html

Zachęcam do obejrzenia filmu. Wersja online w polskiej wersji językowej jest dostępna pod linkiem:  http://www.filmy-dokumentalne.pl/smietnisko-waste-land.html


 Bibliografia:
1http://www.lfosn.org.pl/index.php?kat=40
http://1.fwcdn.pl/po/69/84/556984/7340054.3.jpg?l=1286505071000

piątek, 20 maja 2011

Fawele - brazylijska rzeczywistość


Moja pocztówka
 z Rio de Janeiro.

Fawele to określenie pejoratywnie, przynoszące na myśl degradację społeczną, niebezpieczeństwo, życie w strachu. Dla ludzi mieszkających w fawelach jest to określenie ofensywne, dlatego Brazylijczycy niechętnie je wypowiadają. Nieraz zapytani ściszają głos do szeptu, gdy opowiadają o fawelach, które są jednym z największych problemów społecznych Brazylii.

Rafael - fotograf i nauczyciel
Nazwa dzielnic określanych fawelami pochodzi od gatunku drzewa, z którego jest uzyskiwane tanie ale wytrzymałe drewno, służące za główny budulec biednym Brazylijczykom. Bieda jest w tym kraju bardzo wyrazista. Są ludzie, którzy mają wszystko, a tuż obok nich mieszkają ludzie, którzy nie mają nic. W Brazylii ludzi bardzo zamożnych jest tylko jeden procent, ale uzyskują oni 12 procent dochodu narodowego. Natomiast ludzi biednych jest około 50 procent i na nich przypada tylko 10 procent dochodu narodowego. Ogromne dysproporcje doprowadziły do sytuacji, którą mamy obecnie. Wokół wielkich metropolii tworzą się osiedla, budowane przez przybyszów z wiosek, rolniczych terenów, którzy w poszukiwaniu lepszej przyszłości docierają do miast. Niestety marzenia zostają skonfrontowane z szarą rzeczywistością i są zmuszeni żyć w jeszcze większej biedzie.
Ekspozycja fotografi była
 umieszczona na drzewie.
Bez pieniędzy i przyszłości starają się przetrwać, dlatego ich działalność często wykracza poza prawo. Co prawda niedawno słyszeliśmy, że rząd Brazylii wszczął aktywną walkę z mafijną przestępczością w fawelach, jednak to dopiero czubek góry lodowej. Owe akcje były powiązane z chęcią szybkiego rozwiązania problemu w związku ze zbliżającymi się wielkimi imprezami sportowymi, czyli Mistrzostwami Świata w piłce nożnej w 2014 roku oraz Igrzyskami Olimpijskimi w 2016 roku. Rząd Brazylii chce zmienić wizerunek kraju i wymazać z naszych pamięci obraz, który kojarzy się przede wszystkim z przestępczością, niebezpieczeństwem, mafiami, handlarzami narkotyków i uczeniem używania broni nawet dzieci.
Zdjecia poruszały się w rytm wiatru.
Warto jednak wspomnieć iż obecnie często zamiast fawela propaguje się określenie „comunidade” (społeczność), które jest bardziej neutralne i poprawne politycznie. Fawele kojarzą się jedynie negatywnie, a przecież żyją tam także normalni ludzie, którzy sami nie mają nic wspólnego z przestępczością. Obecnie powstają ruchy społeczne, które starają się zrewaloryzować środowiska, w których żyją, promują więc określenie „comunidade”, które kojarzyć się ma z mobilizacją społeczną i powstawaniem grup ludzi dążących do polepszenia warunków swojego życia.
Mieszcząca się w Saco dos Limoes
szkoła samby "Consulado".
Pomimo starań fawele będące symbolem społecznej marginalizacji wciąż takimi pozostają i zanim przemienią się w neutralne „comunidade” będzie musiało minąć jeszcze wiele czasu. Na szczęście pojawiają się projekty społeczne, które mają akcelerować pozytywne przemiany. Jednym z przykładów jest projekt na rzecz społeczności Caeira we Florianopolis. Mój kolega z Republiki Rafael był zaangażowany w ten projekt. Zajmował się fotografowaniem życia w dzielnicy Saco Dos Limões. Był także nauczycielem fotografii. Wyniki jego pracy poszliśmy oglądać, ponieważ zorganizowano wystawę zdjęć i przy okazji prezentację warsztatów organizowanych w ramach projektu.  

Dom artysty miszkającego wśród społeczności "Caeira".
Ogólnie bałam się trochę iść do faweli. Tyle się naoglądałam filmów i nasłuchałam opowieści jak tam jest niebezpiecznie. Jednak po przyjeździe na miejsce okazało się, że dzielnica jest całkiem ładna i nawet zadbana. W niektórych ogródkach stały ładne i drogie samochody. Pomyślałam, że to może pomyłka, ale okazało się, że tak wyglądają fawele we Florianopolis!
Zwiedzanie dzielnicy Saco dos Limoes.   
Oczywiście domy były trochę skromniejsze i część z nich była wybudowana na wzgórzach, więc tworzyły typowy krajobraz faweli, ale nie czułam się tam zagrożona. Moi znajomi powiedzieli, że to jednak jest fawela, gdyż jest to jedna z najbiedniejszych dzielnic Florianopolis. Domy powstawały tu na dziko, prąd i kanalizacja są podprowadzone nielegalnie! Udało mi się odwiedzić jeden dom w środku. Z zewnątrz wyglądał bardzo porządnie, jednak w środku okazało się, że ma prawie tekturowe ściany, które nie sięgają nawet sufitu. Byłam tam, ponieważ właściciel domu był sprzedawcą latawców i wraz ze znajomymi chcieliśmy je kupić.

Projekt, w którym brał udział mój kolega Rafael nazywał się „Dokumentacja poprzez fotografię dziedzictwa kulturowego Santa Catarina”. Warsztaty były z 3 dziedzin: fotografii, zajęcia literackie i teatralne. W trakcie warsztatów fotograficznych rejestrowano rzeczywistość społeczności i dzięki temu zbierano ilustracje do tekstów zawierających historie związane z Caeira i jej mieszkańcami.
   Dzieci bawiące się podczas wystawy zdjęć.
 Teksty były przygotowywane w trakcie warsztatów literackich, tworzone na podstawie wywiadów przeprowadzonych z mieszkańcami społeczności, szczególnie z tymi najstarszymi, którzy mogli podzielić się wieloma opowieściami dotyczącymi tego regionu, tradycji i zwyczajów jakie tutaj są lub były kultywowane, jak również historiami zwykłych ludzi, którzy tutaj żyli, pracowali i nawiązywali przyjaźnie.
Saco dos Limoes

Zebrane materiały zostały przeznaczone dla lokalnej biblioteki. Jednak zostały także zaprezentowane w formie wystawy fotograficznej, spotkań gdzie opowiadano historie społeczności Caeira, organizacji występów przez grupę teatralną dotyczącą tematyki społeczności Caeira oraz stworzenie książki wirtualnej i strony internetowej (http://www.patrimoniocaeira.com.br/). Porjekt miał na celu głównie integracje społeczności a także zachowanie niematerialnego dziedzictwa kulturowego.

Jest to tylko jeden z przykładów projektów społecznych organizowanych w Brazylii, owych projektów jest dużo więcej i szczególnie często są skierowane do dzieci i młodzieży, które nie mają perspektyw życiowych i mogą z łatwością rozpocząć działalność przestępczą.

Rio - miasto kontrastów. Stojąc w jendej z najbogatszych
dzielnic ma się widok na jedną z najbiedniejszych dzilnic.
W tle widać pnącą się fawelę.
Później w Rio de Janeiro też poszłam zobaczyć fawelę. Poprosiłam mojego kolegę, który również nazywał się Rafael, żeby zabrał mnie tam. Okazało się, że według niego nie jest to najlepszy pomysł, bo fawele to nie ZOO, żeby je zwiedzać. Ludzie tam mieszkający, żyją w biedzie, nie z władnego wyboru i nie należy zakłócać ich spokoju. Poza tym jeśli odkryją, że jest się turystą mogą zdarzyć się różne nieprzyjemności. Na pytanie czy mogłabym zrobić zdjęcia już w ogóle się oburzył i powiedział, że jeśli wyciągnę tam aparat to mamy przechlapane, nie wspominając już o utracie aparatu. Zdziwiłam się trochę, bo przecież byłam też w bogatych dzielnicach i oglądałam jak wygląda życie tam, dlatego chciałam zobaczyć tę inną, nie tak różową rzeczywistość Brazylii.

Widok na fawelę z Cristo Redentor.
Chciałam tam iść, żeby zrozumieć lepiej i poznać jak żyją tamci ludzie. Rafael opowiedział mi, że w fawelach „Rocinha” i „Vila Canoas” można iść na zorganizowaną wycieczką z przewodnikiem. Ludzie traktują fawele jako atrakcję turystyczną. Idą tam bogaci, z aparatami, przechodzą, robią zdjęcia i opuszczają fawele, a ludzie tam żyjący często nie mający pieniądze na jedzenie albo na bilet autobusowy pozostają w swojej nędzy i nieszczęściu.

Wido nocą na Complexo do Alemão - kompleks 13 faweli,
miesci się w półonocnej częsci Rio,
 do niedawna najbardziej niebezpieczny rejon mista.
W końcu jednak zabrał mnie do jednej z fawel Santa Marta, stwierdził, że ja to co innego, niż ci inni turyści, że studiuję socjologie i widać, że bardzo mnie interesuje Brazylia i ludzie, więc pójdziemy. Santa Marta została jakiś czas temu spacyfikowana przez policję i wszyscy mafiosi uciekli do innych fawel w Rio. Szłam tam trochę w strachu ale więcej w ekscytacji. Wiedziałam, że to nie będzie taka ładna fawela jak we Florianopolis. Fawele charakteryzują się tym, że są zbudowane na wzgórzach, więc dojechaliśmy autobusem do dzielnicy i zaczęliśmy iść w górę. Po jakimś czasie chodnik przemienił się w schody, które ciągnęły się wysoko w górę. O dojazdem samochodem w tamte regiony można było zapomnieć. Ludzie nas otaczający byli wyłącznie o czarnym kolorze skóry, dużo stało ich na ulicach i gawędziło, patrzyli też na nas. Zastanawiałam się, czy bardzo się wyróżniamy. Było już ciemno, bo byliśmy tam ok. 22.00, minął nas patrol policji. Zatrzymaliśmy się i Rafeal powiedział, że możemy iść do baru i czegoś się napić. Kupiliśmy piwo i piliśmy stojąc na ulicy, udawaliśmy, że jesteśmy tutaj stałymi bywalcami. Rozmawialiśmy o innych rzeczach niż fawele, żeby nie wzbudzać zainteresowania innych. W telewizji leciał mecz, po prawej stronie zobaczyłam stację policji „Policia Militar do Rio de Janeiro.”. Czułam się bezpiecznie, ale w powietrzu było czuć powiew nieprzewidywalności tego miejsca. Chciałam iść dalej schodami do góry, ale Rafael powiedział, że lepiej już wracać. Byłam trochę rozczarowana, że tak krótko tam byliśmy. Potem pomyślałam, że może nie mam wystarczającej wyobraźni, by wyobrazić sobie co by się tam mogło z nami stać, gdybyśmy jednak wpadli w jakieś tarapaty. Było to bardzo interesujące przeżycie.
Potem okazało się, że Santa Marta to fawela gdzie Michael Jackson nakręcił swój teledysk do piosenki „They don’t care about us”:



http://www.youtube.com/watch?v=QNJL6nfu__Q Na wideoclipie widać widoki z faweli, więc choć nie mam zdjęć, można tam zobaczyć.
Polecam także fotografie obrazujące bardzo dobrze życie w fawelii: http://www.990px.pl/index.php/2009/12/16/po-gorszej-stronie-miasta/



sobota, 14 maja 2011

Czysta słodzycz

Brazylijskie słodycze są słynne ze swojej słodkości. Próbowałam wielu rzeczy i zawsze Brazylijczycy się mnie pytali czy nie jest za słodkie, po Europejczycy zwykle na to narzekają. Akurat w tym aspekcie jestem bardzo brazylijska, bo uwielbiam bardzo słodkie smakołyki.

Niczego tak słodko nie wspominam jak przepysznego brigadero. Cóż to takiego? Ciężko opisać słowami,  ale jest to coś co rozpływa się w ustach i podnosi znacznie poziom cukru we krwi! W sklepach można kupić ten przysmak w formie małych ciasteczek, obsypanych czekoladową posypką, ale najczęściej przyrządza się w domu tę czarna masę i po lekkim schłodzeniu można zajadać łyżkami prosto z garnka. To był nasz ulubiony sposób spożywania brigadero w republice. 
Muszę przyznać, że gdy odkryłam smak brigadero to się w nim wprost zakochałam. W pracy przyłapywałam się na tym, że marzyłam sobie o tym słodkim deserze i wyobrażałam sobie jak je przyrządzam...mała obsesja...

Jak to się robi?

Składniki:
Brigadero jakie można znaleźć w sklepach.
- mleczko skondensowane  np. 3 tubki
-1/2 kostki masła
- 4 łyżki kakao np. Nestle
-posypka czekoladowa

Sposób przyrządzenia:
Do garnka wlewamy mleczko skondensowane, ½ kostki masła, kakao i gotujemy na średnim ogniu cały czas mieszając. Mieszanie jest najważniejsze i w nim cała sztuka. Gdy zauważymy, że po przesunięciu łyżką widzimy dno, znaczy, że gęstość jest odpowiednia. Nie gotujemy ani chwili dłużej, bo za bardzo zgęstnieje albo nawet się przypali! Czekamy aż ostygnie. Następnie smarujemy sobie ręce masłem i łyżeczką nakładamy na dłoń gęstą masę. Formujemy małe kuleczki i obtaczamy w posypce czekoladowej. Układamy na talerzyk i gotowe!

Wideo, które bardzo dobrze ilustruje przyrządzenie: http://www.youtube.com/watch?v=qkpwFTEvz3s&feature=related


Gdy tylko zdobyłam ten przepis rozpoczęłam próby, ale nie od razu udawało mi się.

Moje pierwsze brigadero z posypką kokosową. Wyszło bardzo
twarde bo za długo gotowałam i za jasne, czyli za mało kakaa.

 Z przepisem też było ciężko, bo za każdym razem jak pytałam to dopowiadano mi, że się bierze to i to i to i razem miesza na gazie... szczegółów nie chcieli podawać, ale w końcu zdobyłam też i ilości. Pewnego dnia koleżanka Brazylijka zrobiła brigadero tak pyszne, że wszyscy obiedli się, ja najbardziej, aż mnie brzuch bolał… wiem, że nie było to rozsądne, ale przynajmniej wyleczyłam się z obsesyjnego rozmyślania o tym deserze.

Moje brigadero przyrządzone już w Polsce.
Oceniam, że wyszło bardzo dobre. Przywołało
wspomnienia o Brazylii....ehhh

Inną bardzo smaczną rzeczą jest Mousse de Maracuja., czyli mus o smaku marakuji.

Składniki:
Mousse de Maracuja
-Skondensowane mleko
-Śmietana
-Skondensowany sok z marakuji lub naturalny sok z wyciśniętych markauji, ewentualnie sok z kartonika.

Sposób przyrządzenia:
Wszystkie składniki wlewamy do miksera i miksujemy na najwyższych obrotach. Możemy rozlać do miseczek i schłodzić.








Jest trochę bardziej ubarwione, ja opisałam tylko podstawowy przepis.

Mus o smaku marakuji zrobiłam na deser, gdy organizowaliśmy rosyjsko- kolumbijską kolację. Deser miał być polski, ale w końcu był brazylijski tyle, że zrobiony przez Polkę. Wszystkim bardzo smakowało, nawet Brazylijczykom, którzy przecież znają ten deser, a to się chyba najbardziej liczy!



środa, 11 maja 2011

Wspomnienia

Przeglądam moje zdjęcia z Brazylii i na każdym jestem szeroko uśmiechnięta i nawet teraz na wspomnienie brazylijskich przygód uśmiecham się. To dziwne ale zdjęcia pomagają zapamiętać jak się czuliśmy w momencie robienia zdjecia i pomagają przywołać wiele dodatkowych wspomnień.  Po zakończeniu praktyki we Florianopolis spędziłam tam jeszcze ok. 10 dni. Chciałam podróżować ale bardzo zżyłam się z ludźmi, których tam spotkałam i chciałam pobyć jeszcze trochę w republice, która ma swoją specjalną atmosferę.  W tym czasie udało mi się także pozwiedzać bardziej wyspę, na której mieszkałam. Pojechałam na plaże, których jeszcze nie widziałam, poszłam w miejsca, których jeszcze nie odwiedziłam i uczestniczyłam w imprezach, które w tym czasie były organizowane.

Z "karnawałowymi dziewczynami" podczas imprezy na UFCS.

Plaża dos Ingleses.
Jest położona w północnej części Florianopolis.

Tyle stopni było 4 kwietnia 2011 we Florianopolis po południu:)
Lagoinha do leste - niezwykłe miejsce gdzie z jednej strony
jest ocean a dalej plażę przecina rzeka ze słodko-słoną  wodą.

Ribeirão da Ilha - południowo zachodnia część wyspy.
Mieszczą się tam budowle imigrantów z portugalskich
wysp Azorów.